Siostra z Londynu dzwoni do brata.
- Cześć Michał, co tam u Was w Polsce słychać?
- Mam dwie wiadomości, dobrą i złą.
- Zacznij od złej.
- Mama chora, dom zajął komornik, mój zakład upadł, babcia umarła bo nie miała na leki, sąsiad się powiesił po stracie pracy, zamknęli szkołę .
Ania wiec nie chodzi do szkoły bo nie mają pieniędzy na dojazdy, Wojtkowi odmówili chemioterapii, więc szykuje się kolejny pogrzeb...
- A dobra?
- Na szczęście to PO jest u władzy a nie PiS...
25 tysięcy osób na marszu! Relacja Teresy (wideo) ze zdjęciami Jerzego Dąbrowskiego. Wywiad z Ewą Stankiewicz
TVP tego nie pokazala w dniu 18.02.2012
Pod Pałacem wystąpiła min Ewa Stankiewicz, ogłaszając, w imieniu telewidzów, wręczenie panu Dworakowi dyscyplinarnego zwolnienie z funkcji przewodniczącego KRRiT. Zapowiedziała, że w przypadku niedopuszczenia Tv Trwam do Multipleksu, prezes Dworak, wzorem innych komunistycznych działaczy, zostanie z ul.Woronicza wywieziony na taczce.
19.02.2012r.
Według Telewizji Trwam, nawet 25 tysięcy osób mogło uczestniczyć w dzisiejszej demonstracji pod sejmem w obronie wolnych mediów. Zebrani protestowali przeciwko wykluczeniu Tv Trwam przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji z obecności na Multipleksie.
Według publicysty, Rafała Ziemkiewicza, taka decyzja przewodniczącego Jana Dworaka, może być wyrazem zdecydowanego upolitycznienia KRRiT działającej pod dyktando osób obawiających się niekontrolowanej fali krytyki swoich działań. Jego zdaniem obserwujemy zdecydowany powrót do czasów komunizmu kiedy to władza podejmowała decyzje, dalekie od społecznych oczekiwań.
Spod sejmu, wielotysięczny tłum ruszył w kierunku Pałacu Prezydenckiego. Pod Pałacem wystąpiła min Ewa Stankiewicz, ogłaszając, w imieniu telewidzów, wręczenie panu Dworakowi dyscyplinarnego zwolnienie z funkcji przewodniczącego KRRiT. Zapowiedziała, że w przypadku niedopuszczenia Tv Trwam do Multipleksu, prezes Dworak, wzorem innych komunistycznych działaczy, zostanie z ul.Woronicza wywieziony na taczce.
http://pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=1358
PSL i PO zapewni Ci swietlaną przyszlosć jak sobie zaoszczedzisz
Minister PAWLAK szczery do bólu: NIE WIERZĘ w emerytury z ZUS(17.02.2012)
Minister gospodarki rozwiewa złudzenia Polaków, którzy mają jeszcze nadzieję, że na starość będą godnie żyć! Waldemar Pawlak wyznał szczerze, że nie wierzy w emerytury wypłacane z ZUS, bo to "państwowe chimeryczne rozwiązania". Z czego w takim razie wicepremier zamierza żyć po przejściu na emeryturę? Pawlak liczy na wsparcie dzieci, gromadzi też oszczędności. A co mają powiedzieć Polacy, który ledwo wiążą koniec z końcem i nie są w stanie nic odłożyć?
Słowa ministra gospodarki działają jak kubeł zimnej wody. Wicepremier Pawlak pytany w Sejmie przez dziennikarkę TVN CNBC o rządowe plany wydłużenia wieku emerytalnego zaszokował brutalną prawdą.
- Muszę panią zmartwić, bo ja nie za bardzo wierzę w państwowe emerytury - wypalił szczerze Pawlak.
- Staram się zabezpieczyć sobie przyszłość przez oszczędności i dobre relacje z dziećmi, bo wydaje mi się, ze to będzie pewniejsze niż te różne państwowe chimeryczne rozwiązania- dodał z uśmiechem na ustach.
Jak do tak szczerego wyznania wicepremiera mają się teraz obietnice rządu, który zapewnia Polaków, że jeśli będą pracować dłużej ich emerytury się zwiększą?
Co robi rząd Donalda Tuska, gdy uwagę Polaków zaprząta histerycznie relacjonowana przez media sprawa Madzi?
Sprawa tragicznego losu półrocznej Madzi stała się główną treścią medialnego przekazu kanałów informacyjnych. Można odnieść wrażenie, że w Polsce nie dzieje się nic innego. Wszystkie pozostałe sprawy omawiane są niejako przy okazji, a ich waga blednie przy kolejnych odsłonach sensacyjnego wydarzenia z Sosnowca.
O czym mielibyśmy szansę dowiedzieć się więcej, gdyby telewizyjni dziennikarze kierowali się doborem informacji według innego klucza ważności spraw? Ostatnie dwa tygodnie obfitują w wydarzenia, które w przeciwieństwie do sprawy Madzi - mają realny wpływ na rzeczywistość.
1. Budżet na rok 2012 oceniony został przez opozycję bardzo krytycznie. Kreatywna księgowość ministra Rostowskiego sięgająca, zdaniem posłów PiS, 50-60 mld zł, czyli blisko 4 proc. PKB, niesie ze sobą ogromne zagrożenia. Do tego rząd, próbując utrzymać wciąż dobre, nieskażone kryzysem nastroje, ciągnie z kieszeni podatnika środki na ratowanie budżetowej dziury. Zaserwowane Polakom podwyżki podatków: stawki VAT na artykuły dziecięce o 15 proc, akcyzy, składki rentowej, składki zdrowotnej dla rolników, wprowadzeniu podatku od kopalin, podwyższeniu opłat za leki, coraz wyraźniej odbijają się na ich codziennym życiu. Jeszcze większe obciążenie przyniosą zaplanowane przez rząd cięcia wydatków, polegające na zamrożeniu wzrostu płac w sferze budżetowej, ograniczeniu środków na subwencje dla samorządów i redukcji wydatków socjalnych.
2. Polakom żyje się w Polsce coraz gorzej, a swoje niezadowolenie zaczynają wyrażać coraz bardziej zdecydowanie. Na ulice wychodzą kierowcy, protestujący przeciwko galopującym cenom paliw, służby mundurowe domagające się podwyżek dla wszystkich funkcjonariuszy czy nauczyciele i rodzice walczący o wyłączenie z likwidacji szkół, na których utrzymanie nie stać samorządów.
3. Do grona manifestantów dołączyli także przeciwnicy wprowadzenia podatku od kopalin. Opozycja biła na alarm w sprawie KGHM od samego początku, gdy tylko premier ogłosił swoje plany w expose. Jak tłumaczą obrońcy koncernu, wprowadzenie tak wysokiego podatku od kopalin skutkować będzie zahamowaniem inwestycji przedsiębiorstwa i ograniczy jego modernizację. Może też wpłynąć na stopniową likwidacją Kopalni Lubin i Huty Miedzi Legnica, co oznacza utratę pracy dla 28 tys. ludzi i upadek ponad 40 spółek wchodzących w skład całej grupy kapitałowej.
4. Donald Tusk jak na razie problemu nie dostrzega, sprawiając wrażenie, że likwidacja wiodących polskich koncernów jest jego strategicznym celem. Potwierdza to decyzja rządu, który przed dwoma tygodniami odrzucił obywatelski projekt ustawy zakazujący prywatyzacji koncernu naftowego Lotos S.A. Pod projektem podpisało się 150 tys. obywateli, pragnących, by państwo zachowało większościowy pakiet akcji Grupy Lotos. Donald Tusk stanowczo sprzeciwił się sprawie. Nie pomagały argumenty posłów opozycji, tłumaczących że Lotos jest perłą w koronie polskiej gospodarki. Rafineria Gdańska zakończyła w kwietniu 2011 proces rozbudowy, dzięki czemu może przerabiać ponad 10 mln ton ropy naftowej rocznie i jest najnowocześniejszą rafinerią na świecie. Premier uznał jednak, że rząd nie jest zainteresowany zatrzymaniem koncernu w rękach skarbu państwa. Od dawna wiadomo, że zakupem akcji większościowych Lotosu zainteresowani są Rosjanie.
5. W realizacji procesów prywatyzacji rząd Donalda Tuska ma już spore doświadczenie. Właśnie odbija się czkawką sprawa prywatyzacji Stoczni Gdynia. Wzięła ją pod lupęKomisja Europejska, która w formalnym dochodzeniu prześledzi niepokojącą kwestię pomocy publicznej udzielonej Stoczni. O rozlicznych wątpliwościach, które towarzyszyły sprawie pisaliśmy już w listopadzie. Najwyższa Izba Kontroli wykazała wówczas szereg nieprawidłowości, których dopuściła się Agencja Rozwoju Przemysłu.
6. Procesy prywatyzacyjne tak wielkich przedsiębiorstw odbijają się również na spadku zatrudnienia. Mimo, że ministrowie próbują na wszelkie sposoby zaprzeczyć kwestii rosnącego w Polsce bezrobocia, statystyki są nieubłagane. Wzrost bezrobocia jest coraz bardziej niepokojący. Z miesiąca na miesiąc przybywa o ponad 100 tys. bezrobotnych. Wskaźniki te oczywiście dotyczą jedynie osób zarejestrowanych. Pod koniec stycznia stopa bezrobocia wyniosła 13,3 proc., co oznacza, że w porównaniu do grudnia 2011 podniosła się o 0,8 punktu proc. Liczba bezrobotnych w styczniu wyniosła ponad 2 mln i w porównaniu z grudniem wzrosła o 138,8 tys. osób, czyli o 7 proc.
7. Okazuje się, że coraz trudniej żyje się w Polsce nawet tym, którzy pracują. Wielu rodzinom zarobione pieniądze wystarczają jedynie na pokrycie bieżących opłat. Brak polityki prorodzinnej odbija się też na dramatycznym spadku urodzeń. W 2011 roku urodziło się w Polsce aż o 5 proc. dzieci mniej niż w 2010, a z szacunków GUS wynika, że coraz więcej Polaków decyduje się na emigrację. Z 38,3 mln Polaków, w kraju mieszka tylko 37,2 mln. Ponad milion żyje za granicą i właśnie tam decyduje się na zakładanie rodzin. W Wielkiej Brytanii w 2010 r. Polki urodziły prawie 20 tys. dzieci. Na każdą z nich przypada ich więc dwukrotnie więcej niż w kraju. Ze wszystkich narodowości imigracyjnych w Wielkiej Brytanii, Polki są liderkami macierzyństwa.
8. Do wyobraźni rządzących nie przemawia żaden z powyższych faktów. Zamiast inwestować w politykę prorodzinną, która zapewni nam ciągłość pokoleniową i emerytalne zabezpieczenie w przyszłości, rząd koncentruje się na doraźnych rozwiązaniach. Jeśli myśli dalekosiężnie, przystępuje do reformy wydłużenia wieku emerytalnego. Lawina sprzeciwów wobec takim planom, nie robi na premierze większego wrażenia. Wprawdzie mówi się o rzekomych społecznych konsultacjach, ale jego stanowisko jest jasne, czego dał wyraz wczoraj, mówiąc:
Za chwilę będę przeprowadzał bardzo trudną reformę emerytalną. Nie poddam jej pod referendum. Wiem, że przygniatająca większość obywateli będzie przeciw temu. Odpowiedzialna władza bierze czasami na klatę decyzje, co do których wie, że nie będą cieszyły się akceptacją większości i że nie zyskuje się w ten sposób popularności.
9. Tyle samo mamy więc do powiedzenia we wszystkich sprawach prowadzonych przez rząd. Doskonale pokazała to sprawa podpisania ACTA. Wielotysięczne manifestacje protestujących obywateli, nie zdołały powstrzymać premiera od złożenia podpisu pod porozumieniem. Nikt nie poniósł nawet odpowiedzialności za nierzetelne przygotowanie się do podjęcia tak kluczowej dla kraju decyzji.
10. Samowolka rządu widoczna jest jeszcze dobitniej przy okazji kolejnych faktów odsłaniających kulisy katastrofy smoleńskiej. W ciągu ostatnich dwóch tygodni wydarzyło się w tej sprawie wiele.
NIK opublikowała miażdżący raport dowodzący, że loty najważniejszych osób w państwie, korzystających z lotnictwa wojskowego, zagrażały ich życiu.
Prokuratura ujawniła opinię biegłych, dotyczącą druzgocących uchybień BOR podczas organizacji wizyt do Katynia. Analiza dokumentu, przedstawiająca ponad dwadzieścia poważnych zarzutów, wskazuje na zasadnicze niedopełnienie obowiązków ze strony wysokich funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu.
Ekspertyza fonoskopijna biegłych z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych rzuca kompletnie nowe światło na katastrofę smoleńską. Fundament, na którym budowana była rosyjska wersja zdarzeń rozsypuje się w pył, a tymczasem rząd udaje że sprawy nie ma wcale. Co więcej, skandaliczne stanowisko zajmuje prezydent, twierdząc, że kwestia obecności gen. Błasika w kokpicie nie ma dla całego raportu żadnego znaczenia, bo "problem polega na tym, że jedni interpretują to tak, inni inaczej". To nie całość oburzającej wypowiedzi prezydenta Komorowskiego.
Opinię biegłych, wskazujących na istotną różnicę w odczycie zapisów z czarnych skrzynek, Bronisław Komorowski uznał za element wprowadzający zbędny zamęt.
Wolałbym, żeby nic nie było podważane, nawet jedno słowo, jeden przecinek z raportu [komisji Jerzego Millera] bo społeczeństwo oczekuje jednoznaczności.
11. Postawa ta mówi bardzo wiele, zwłaszcza w kontekście zderzenia jej z innym faktem, mającym miejsce w ostatnich dniach. Prezydent Komorowski włączył rosyjski reset, ogłaszając podczas 48. Monachijskiej Konferencji o Bezpieczeństwie w Monachium, że Polska liczy na ponowną intensyfikację dialogu z Rosją po wiosennych wyborach prezydenckich w tym kraju.
Mamy nadzieję, że po wyborach nastąpi ponowna intensyfikacja dialogu z Rosją
- mówił.
12. Jednocześnie rosyjskie media informują, że Rosjanie już w drugiej połowie 2012 r. planują rozmieścić rakiety Iskander w graniczącym z Polską obwodzie kaliningradzkim. "Niezawisimaja Gazieta" twierdzi, że dowództwo w Moskwie zatwierdziło już etaty dla tworzonej w składzie Floty Bałtyckiej jednostki. Jej kompletowanie ma się rozpocząć w najbliższym czasie.
Ze spraw budzących poważne wątpliwości i niepokoje mogłaby powstać jeszcze długa lista, obejmująca całą masę zagadnień od wdrażanych reform edukacji, przez kompletne fiasko ustawy refundacyjnej, po nieudolność negocjacji europejskich, sprawy paktu fiskalnego i czołobitnym ukłonom w stronę Niemiec.
Wbrew temu, co próbują lansować media, Polacy doskonale zdają sobie sprawę z krańcowych niedomagań rządu. Świadczy o tym m.in. fakt, że gabinet Donalda Tuska zasypany został rekordową liczbą skarg. Od października ub.r. lawinowo wzrosła liczba listów i telefonów z pretensjami pod adresem rządu i administracji publicznej. W porównaniu z takim samym okresem w 2010, zwiększyła się ona niemal o 80 proc. Niespotykaną dotychczas na taką skalę formą kontaktów między rządem a obywatelem są zbiorowe akcje protestacyjne. W ostatnim czasie siedzibę rządu zasypały setki listów tej samej treści, dotyczące posyłania sześciolatków do szkół czy podnoszenia wieku emerytalnego. Coraz częściej piszą lub dzwonią do KPRM emeryci, renciści i bezrobotni, by poskarżyć się na niewystarczającą pomoc socjalną państwa.
Każde fiasko prędzej czy później będzie miało swój kres. To rządowe także...
A tymczasem... Donald Tusk odbierze dziś tytuł Człowieka Roku 2011, którym uhonorował go tygodnik Wprost
Małe gospodarstwa znikną
Według Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarski Żywnościowej, do 2020 r. prawdopodobnie z polskiej wsi zniknie ok. 370 tys. gospodarstw, głównie zaprzestaną produkcji gospodarstwa o powierzchni do 5 hektarów.
W 2020 r. gospodarstwa o wielkości od 1 do 5 hektarów będą nadal dominowały na polskiej wsi. Instytut szacuje, że za osiem lat będą one stanowiły 52 proc. wszystkich gospodarstw (ok. 637 tys.). W 2010 r. było ich 56 proc. (887 tys.). Wzrośnie natomiast liczba gospodarstw o powierzchni powyżej 50 hektarów - z 1,6 proc. do 2,0 proc. (z 25 tys. do 30 tys.). Jeszcze w 2002 r. ponad 1 mln 140 tys. gospodarstw miało mniej niż 5 ha.
Według IERIGŻ zmiany poziomu dopłat, jakie mogą nastąpić po 2014 r., nie wpłyną raczej na tempo zmian struktury obszarowej gospodarstw.
Jak zauważa prof. Waldemar Michna, specyfiką polskiego rolnictwa jest duże rozdrobnienie. Aż ok. 1,2 mln gospodarstw (81 proc. ogółu) nie ma zdolności do zwiększania produkcji i osiągania wysokich plonów. Spadku produkcji nie da się odwrócić bez poprawy struktury agrarnej - twierdzi profesor.
Gospodarstwa rolne można podzielić na trzy grupy, opierając się na wyliczeniach ich siły ekonomicznej mierzonej w międzynarodowej jednostce ESU, która odpowiada dochodowi na poziomie 1200 euro rocznie. Gospodarstwa zaczynają osiągać zdolność do odtwarzania produkcji, gdy ich dochód (nadwyżka bezpośrednia) wyniesie nie mniej niż 8 ESU, natomiast mogą ją zwiększać, gdy osiągną 12 ESU. Zaś gospodarstwa mające dochód poniżej 8 ESU nie wytwarzają produkcji na rynek.
W 2007 r. gospodarstw uzyskujących więcej niż 8 ESU, czyli rozwojowych, było ok. 245 tys. W 2020 r. może ich być 280 tys. Gospodarstwa te znajdują się głównie w północnej i północno-zachodniej Polsce.
Z szacunków Instytutu wynika, że w 2020 r. będzie ok. 1 mln 220 tys. gospodarstw powyżej 1 ha, a średnia powierzchnia zwiększy się z ok. 9,5 ha w 2010 r. do ok. 12 ha w 2020 r.
Zdaniem Michny, dopóki w posiadaniu gospodarstw rozwojowych będzie tylko 42 proc. użytków rolnych (ok. 9 mln ha) w naszym kraju, będzie narastać zagrożenie brakiem samowystarczalności żywnościowej. Polska może być samowystarczalna, gdy gospodarstwa te będą dysponowały 11-12 mln ha gruntów. Chodzi nie tylko o rozwijanie produkcji roślinnej, ale także o utrzymanie na odpowiednim poziomie
produkcji zwierzęcej - bydła i trzody chlewnej.
Większość tych zwierząt znajduje się obecnie w gospodarstwach 7-20 hektarowych, które mają kłopoty z osiągnięciem wielkości ekonomicznej 8 ESU, a to oznacza zmniejszanie się ich produkcji. Michna uważa, że państwo powinno wspierać tę produkcję, np. dzierżawiąc państwową ziemię tym rolnikom, którzy będą utrzymywali hodowlę.
PAP
PSL sobie (współ)rządzi...
Ministerstwo Skarbu Państwa jest co prawda pod przemożnym wpływem PO, z ekspertem od prywatyzacji za pomocą kapitału katarskiego, Aleksandrem Gradem na czele, wszakże sekretarzem stanu (a więc pierwszym wiceministrem) jest Jan Bury z koalicyjnego PSL, odpowiedzialny m.in. za tak ważny sektor gospodarki narodowej, jak energetyka.
Pamiętamy aferę z niedokładnym oświadczeniem majątkowym pana Burego, szybko zamiecioną pod dywan po zaledwie pogrożeniu palcem przez pana premiera. Ale ten prawnik z rzeszowskiego uniwersytetu, członek sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, otwarty na kontakt z ludźmi, których sprawy chce poznawać i rozwiązywać (to z oficjalnego życiorysu tego aktywisty ZMW Wici) pozwala na uczynienie z państwowej (na szczęście jeszcze!) energetyki prywatnego folwarku różnym krewnym i znajomym królika (pardon: Burego!).
Tak przynajmniej jest w spółce giełdowej ENEA, trzecim w Polsce dostawcy energii elektrycznej dla blisko 2,5 miliona klientów, głównie w części północno-zachodniej Polski. Na czele tej spółki stoi od czerwca 2009 r. niejaki Maciej Owczarek. Wygrał konkurs ogłoszony przez Ministerstwo Skarbu Państwa, ale w branży energetycznej mówi się jak twierdzi forsal.pl głośno, że jego protektorem jest właśnie Jan Bury, wiceminister resortu sprawującego kontrolę nad Eneą. Prezes Owczarek obejmując swą funkcję nie miał żadnego doświadczenia z energetyką, przeszedł z sektora telekomunikacyjnego, wcześniej zajmował się m.in. handlem dżinsami firmy Levi Strauss (sic!) oraz sprzedażą kart telefonicznych w TP S.A. W ENEI żartuje się, że zaraz po objęciu stanowiska nowy prezes, najwyraźniej z powodu poczucia samotności, pościągał do pracy swoich kolegów z branży IT. W czeroosobowym zarządzie jest tylko jedna osoba związana od lat z energetyką.
Powyższy dobór prezesa nie przeszkodził wszakże w znalezieniu sposobu, by jak pod koniec lipca doniosła Gazeta Prawna prezesowi Owczarkowi zacząć płacić kilka razy więcej, niż pozwala prawo. I to za aprobatą rządu!W koncernie doszło do prawno-płacowego majstersztyku: prezes będzie zarabiał nawet 150 tys. miesięcznie. Owczarek dostawał do tej pory (tak jak nakazuje ustawa kominowa, bo rząd ma w ENEI ponad 50 procent akcji) 6-krotność średniego wynagrodzenia, czyli około 20 tys. zł miesięcznie. Od 1 lipca jego zarobki wystrzeliły do 80 tys. zł plus premie, które mogą sięgnąć podobnej kwoty. Rocznie daje to ponad 1,9 mln zł.
Jak do tego doszło? Do 1 lipca Owczarek miał zwykłą umowę o pracę, teraz podpisał kontrakt menedżerski. Decyzję o podpisaniu kontraktów menedżerskich z zarządem ENEI podjęła dziesięcioosobowa rada nadzorcza. Przewodniczącym rady nadzorczej jest niejaki Wojciech Chmielewski, zastępca dyrektora Departamentu Prywatyzacji w Ministerstwie Skarbu Państwa. Członkowie rady nieoficjalnie przyznają, że zgodzili się na kontrakty menedżerskie dla zarządu, by obejść ustawę kominową. Co więcej, mówią Gazecie Prawnej, że takie procedery są powszechne w innych państwowych spółkach energetycznych. Po co komu w takim razie prawo, którego nikt nie przestrzega? Maciej Grelowski z Business Centre Club mówi wprost: pokrętny sposób wynagradzania menedżerów to prosta droga do demoralizacji kadry zarządzającej. Fatalnie wpływa również na jej prestiż. Ta sytuacja dramatycznie obniża autorytet prezesa. Skoro on nagina prawo, dlaczego pracownicy nie mieliby tego robić? mówi Maciej Grelowski. Prorocze słowa! Natomiast rząd, który powinien czuwać nad przestrzeganiem prawa, sam przykłada rękę (poprzez swych przedstawicieli w radzie nadzorczej) do jego omijania.
Jak się słusznie mawia: ryba psuje się od głowy.
Opisane powyżej patologie pozwalają na łamanie prawa na niższych szczeblach. Zatem kilka faktów:
W Grupie Kapitałowej ENEA, obok innych spółek-córek, jest również spółka Energomiar, zajmująca się głównie dostawami, legalizacją i naprawami liczników energii elektrycznej, głównie na rzecz innej spółki-córki z Grupy ENEA Operator (to główna spółka wykonawcza Grupy). W spółce Energomiar latem 2008 roku postanowiono powołać nowy zarząd. Procedurę kwalifikacyjną wygrał piszący te słowa. Podczas rozmowy, w trakcie której poinformowano mnie o wynikach, padły argumenty typu wicie, rozumicie, mamy swojego kandydata, on zostanie prezesem, a wy członkiem zarządu na tych samych warunkach finansowych. Pewnie było to moim błędem, ale zgodziłem się na tę propozycję (raczej z gatunku tych nie do odrzucenia...). Dane osobowe tak powołanego prezesa okazały się niejawne nawet dla mnie, członka zarządu, wiele razy dochodziły do mnie informacje, że nie posiadał on nawet, wymaganego przez reguły korporacyjne, wyższego wykształcenia.
Przejęta przez nasz zarząd spółka była w bardzo kiepskiej kondycji, nie udało się w czasie pozostałych czterech miesięcy 2008 roku wyciągnąć ją ze strat, za to wyniki finansowe i cała kondycja spółki w kolejnych latach były już bardzo dobre.
Teraz ad rem:
Spółka ENEA Operator, działając na podstawie Prawa zamówień publicznych, w dniu 28 lutego 2011 r. zaprosiła kilka podmiotów (w tym także Energomiar) do złożenia oferty na dostawę liczników energii elektrycznej (przetargi takie odbywały się cyklicznie w każdym roku). W przetargowej Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia (SIWZ), w opisie przedmiotu zamówienia, zawarto m.in. jako bezwzględne wymaganie techniczne "wykonanie obudowy i osłony skrzynki zaciskowej licznika z samogasnących tworzyw sztucznych ze spełnieniem wymagań określonych w normie PN-EN 60695-11-10:2002/A1:2005 dla kategorii V-0". Zapisano również w SIWZ wymóg zamieszczenia w ofercie "certyfikatów lub innych dokumentów potwierdzających spełnianie przez licznik wymagań w zakresie niepalności dla kategorii V0, wykonane przez niezależne akredytowane laboratoria".
Otwarcie ofert nastąpiło 11 marca 2011 r. Oferty na zadanie II (czyli liczniki 3-fazowe) złożyły trzy firmy: oprócz Energomiaru także ELGAMA ze Świdnicy i konsorcjum POLITECH z ENERGIA-PRO, też ze Świdnicy (to takie historyczne zagłębie licznikowe). 19 kwietnia 2011 r. dowiedzieliśmy się, że zamawiający wybrał ofertę konsorcjum POLITECH z ENERGIA-PRO ze Świdnicy na kwotę blisko 6,5 miliona zł netto.
Dwukrotnie przedstawiciele naszej spółki dokonali przeglądu zwycięskiej oferty i za każdym razem stwierdzaliśmy brak w niej jakichkolwiek certyfikatów lub innych dokumentów potwierdzających spełnianie przez zwycięski licznik wymagań w zakresie niepalności dla kategorii V0, wykonanych przez niezależne akredytowane laboratorium. Przedstawiciel zamawiającego nie potrafił wyjaśnić tego braku, wspominano tylko mgliście o istnieniu części niejawnej oferty, czym jednak trudno było nas przekonać, bo nie umieszcza się stosownych certyfikatów (z których oferent powinien być wszak dumny!) w części niejawnej oferty (tam jest miejsce na ewentualne tajemnice handlowe oferenta). Zarząd Energomiaru zdecydował się zaskarżyć dokonany wybór w Krajowej Izbie Odwoławczej (KIO), przygotowane zostało przez radcę prawnego stosowne odwołanie. Jednak przewodniczący rady nadzorczej Energomiaru, będący jednocześnie członkiem zarządu ENEA Operator, wydał (nieformalnie) nam polecenie, aby odwołania do KIO nie składać, gdyż spowodowałoby to duże problemy w ENEA Operator.
19 maja 2011 r. zawiadomiłem o powyższej sprawie oficera (bodajże podpułkownika) ABW z Poznania. Otrzymałem przy tym solenne przyrzeczenie zachowania informacji o osobie zgłaszającej w bezwzględnej tajemnicy. Jednak miesiąc później, 20 czerwca 2011 r., decyzją zarządu ENEA, pełniącego funkcję walnego zgromadzenia zwyczajnego Energomiaru, zostałem bez podania jakichkolwiek przyczyn odwołany z pełnionej funkcji członka zarządu, mimo pozytywnej oceny dokonań zarządu za 2010 rok i uzyskania przez obu członków zarządu absolutorium.
Trudno byłoby nie połączyć ze sobą w całość przedstawionego powyżej ciągu faktów.
W sprawie mego odwołania i zgłaszanych przeze mnie nieprawidłowości odmówili mi spotkania zarówno prezes ENEI, Maciej Owczarek, jak również przewodniczący jej rady nadzorczej, Wojciech Chmielewski z Min. Skarbu.
Po moim odwołaniu próbowałem dowiedzieć się w ABW o efektach ewentualnego postępowania wyjaśniającego w sprawie zgłoszonych nieprawidłowości odmówiono mi jednak wszelkich informacji.
Sprawę podejrzenia popełnienia przestępstwa zgłosiłem formalnie 17 sierpnia do Prokuratury Apelacyjnej w Poznaniu (Wydział do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji), która sprawę niczym gorący ziemniak przekazała do prokuratury okręgowej. Nie znam póki co jej dalszych losów.
ENEA Operator przeprowadza rocznie setki przetargów na dostawy urządzeń i usług, czy są one kontrolowane wewnętrznie lub przez instytucje zewnętrzne pod kątem podobnych do przetargu na liczniki nieprawidłowości? Co ciekawe, ogłoszenie o "trefnym" przetargu bardzo szybko zniknęło (wraz z pełnym tekstem SIWZ) ze strony internetowej ENEA Operator powiadomił mnie zresztą o tym oficer z ABW, który chciał zdobyć tekst SIWZ.
Jeśli przykłady mijania się z prawem płyną z samej góry, z rządu i z zarządu, to sygnał taki jest bardzo czytelny i na niższych szczeblach jest moim zdaniem jednoznacznie odbierany.
dr inż. Krzysztof Borowiak
8 września AD 2011
PS. Historia kołem ponoć się toczy... Tylko czemu jej koło już drugi raz się po mnie przetoczyło? (o pierwszym razie związanym z MON można poczytać tutaj).
Po
Plecami do polskiej wsi.
"Przez decyzje PSL Polska straciła szansę na ochronienie się przed GMO"
Polskie Stronnictwo Ludowe to partia kojarzona ze środowiskiem chłopskim oraz polską wsią. Zdawałoby się, że jako partia rządząca ludowcy będą prężnie działać na korzyść polskiego rolnictwa oraz będą dbali o realizację ważnych dla niego postulatów. Nic bardziej mylnego. Dotychczasowe działania PSLu pokazują, że partia ta coraz mniejszą wagę przywiązuje do dziedziny, na której powinno jej najbardziej zależeć.
Dziś PSL nie wzmacnia ani tradycyjnej obyczajowości typowej dla polskich rolników, ani nie dba o ich interesy. Ludowcy ramię w ramię głosowali wraz z Platformą Obywatelską za brakiem karalności posiadania części narkotyków, co może skutkować de facto ich legalizacją. Ludowcy również wraz z Platformą nie zgodzili się na ustawowy zapis mówiący, że homoseksualiści nie mogą prowadzić rodzinnych domów dziecka oraz nie mogą być asystentem rodziny, czyli osobą podejmującą decyzje dot. rodzin w kryzysie. To również dzięki głosom ludowców Polska przyjęła regulacje dotyczące małżeństw homoseksualnych polskich obywateli za granicami kraju.Ludowcy przyłożyli również rękę do wprowadzenia zmian w ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Osłabiły one władzę rodzicielską oraz doprowadziły do odbierania dzieci rodzicom z powodu m.in. nie dawania im kieszonkowego (w myśl ustawy jest to przemoc finansowa). Decyzje ludowców rozmijają się coraz częściej z tradycyjnymi wartościami, do których wciąż silnie przywiązanie czują polscy rolnicy.
Niestety nie lepiej jest z dbaniem przez Ludowców o interesy polskich rolników. Od lat partia Waldemara Pawlaka popiera wejście do Polski GMO. Jak ujawnił niedawno portal Wikileaks, z materiałów amerykańskich służb specjalnych wynika, że lider Ludowców Waldemar Pawlak miał zapowiedzieć Amerykanom, że rząd Polski będzie się starał małymi kroczkami wprowadzić negatywne dla polskich rolników zmiany. Swoje zapowiedzi PSL zrealizował m.in. podejmując niezrozumiałą decyzję na forum Unii Europejskiej. Jeszcze w 2008 roku minister rolnictwa Marek Sawicki zrezygnował z rozwiązania, by Polska była krajem całkowicie wolnym od organizmów genetycznie modyfikowanych.
Postępu w biologii, w nauce, zatrzymać się nie da mówił wtedy.
W swojej polityce PSL był bardzo konsekwentny. W każdym głosowaniu nad ustawami dot. GMO opowiadał się za otwarciem się Polski na żywność modyfikowaną. Dopiero w ostatnich dniach m.in. 4 września na Jasnej Górze Marek Sawicki zapowiedział, że PSL będzie walczył o zakaz wprowadzenia w kraju GMO. Powiedział tak podczas dożynek. Jednak przez cztery lata był aktywnym lobbystą, działającym na niekorzyść polskich rolników.
Przez decyzje PSL Polska straciła szansę na ochronienie się przed GMO. Takie krok podjęła natomiast część krajów tzw. starej Unii. One umieją bronić interesów swoich rolników. Niestety nie umie tego nasz rząd, o czym świadczą również działania Sawickiego dotyczące dopłat, jakie rolnicy będą otrzymywać od Unii Europejskiej. Komisja Europejska chce, by po 2013 roku niemieccy rolnicy otrzymywali 346 euro na hektar, a polscy zaledwie 197 euro. Przeciwko temu protestowali m.in. europosłowie PiS, którzy wnieśli na forum Parlamentu Europejskiego projekt jednolitej stawki dopłat dla całej Unii. Jednak inicjatywa została odrzucona m.in. głosami polityków PO i PSL. Również politycy tych formacji nie chcieli, by Sejm wezwał rząd, by w ramach prezydencji w UE jednym z priorytetów Polski stało się rolnictwo. Koalicja rządowa odrzuciła również projekt zmian w ustawie o samorządzie gminnym, na mocy których sołtysom w całym kraju wypłacane byłyby diety. To również za rządów obecnej koalicji w Polsce rośnie ogromnie nierównowaga w rozdziale unijnych środków. Na wieś kierowanych jest obecnie zaledwie 10 procent funduszy strukturalnych. Tymczasem mieszka tam 38 procent Polaków.
Polska wieś staje się dla polityków PSL sprawą marginalną. Choć przez cztery lata byli oni członkami polskiego rządu, nie zrobili wiele, by polskie rolnictwo się rozwijało. Sprawy wsi PSL złożył zdaje się na ołtarzu koalicji rządowej z PO.
Stanisław Żaryn
Publicysta portalu Fronda.pl, jeden z prowadzących piątkową "Audycję Poświęconą" portalu Fronda.pl w Radiu Warszawa. Publikował m.in. w "Rzeczach Wspólnych" i "Gazecie Polskiej".
Wierzchowisko
Pan Ignacy Polutek , radny Rady Powiatu Częstochowskiego z PiS wystąpił z interpelacją w sprawie oznakowania przejścia dla pieszych znajdującego się na ulicy Długiej przy szkole podstawowej oraz ustawienia znaków informacyjnych i znaków ograniczających prędkość pojazdów. Chce przypomnieć o wypadku właśnie na tym przejściu.Ofiarą wypadku bylo dziecko, uczeń 2 klasy. Niedostateczne oznakowanie przejścia jak i brak znaków ograniczających prędkość mogły być jedną z przyczyn tego wypadku.
Szanowne Panie, Szanowni Panowie Radni Gmin, Powiatów, Sejmików Wojewódzkich!
Szanowne Panie, Szanowni Panowie Sołtysi!
Zwracam się do Pań i Panów z prośbą o podjęcie na forum Rad Gmin, Rad Powiatów i Sejmików Województw uchwały w sprawie wyrównania dopłat rolniczych dla Polski i priorytetowego potraktowania rolnictwa w ramach prezydencji polskiej w Unii Europejskiej w II połowie 2011 roku wzór projektu uchwały przesyłam w załączeniu.
Jak Państwu Radnym i Sołtysom zapewne wiadomo, polscy rolnicy (a także rolnicy z innych nowych krajów członkowskich UE) są dyskryminowani w dystrybucji dopłat bezpośrednich, otrzymując je w znacznie niższej wysokości niż rolnicy w większości starych krajów członkowskich. W latach 20042013 polscy rolnicy otrzymają o ponad 120 miliardów złotych mniej dopłat bezpośrednich, niż otrzymaliby, gdyby byli traktowani na równych prawach z rolnikami niemieckimi. Nierówność dopłat bezpośrednich jest ogromnym haraczem, który płaci polska wieś. Jeśli system podziału dopłat się nie zmieni i po 2013 roku utrzymane zostaną dyskryminacyjne różnice, to polscy rolnicy otrzymają dopłaty w przeliczeniu na jeden hektar o około 150 euro niższe niż rolnicy niemieccy. Suma tych różnic przeliczona na około 16 milionów hektarów gruntów rolnych w Polsce da rocznie kwotę 2,4 miliarda euro, a w ciągu 7 lat 16,8 miliarda euro, czyli około 6570 miliardów złotych, w okresie funkcjonowania nowego budżetu Unii Europejskiej.
W imię polskiej racji stanu, nie wolno dopuścić, aby ta dyskryminacja Polski w tak ogromnym wymiarze trwała nadal. Przy nierównych dopłatach i wyrównujących się szybko kosztach produkcji polscy rolnicy nie będą w stanie sprostać konkurencji i całe polskie rolnictwo zagrożone będzie upadkiem. Taka sytuacja dotknie nie tylko rolników, ale całe społeczeństwo, gdyż zagrozi bezpieczeństwu żywnościowemu państwa.
W obliczu narastającego kryzysu żywnościowego na świecie i gwałtownego wzrostu cen żywności nie można sobie pozwolić na jakiekolwiek osłabienie bezpieczeństwa żywnościowego Polaków, a to bezpieczeństwo gwarantują wyłącznie polscy rolnicy, pod warunkiem, że będą mieli zapewnione równe z innymi rolnikami warunki funkcjonowania w Unii Europejskiej.
Pragnę zwrócić uwagę, że w sytuacji, gdy Unia Europejska odeszła już właściwie od wspierania produkcji rolniczej i przeszła niemal całkowicie na system dopłat obszarowych, nie ma żadnego, podkreślam, nie ma żadnego uzasadnienia dla dyskryminacyjnego traktowania polskich rolników i zaniżania wysokości należnych Polsce dopłat bezpośrednich.
W II połowie 2011 roku zapadać będą w Unii Europejskiej kluczowe decyzje dotyczące przyszłości Wspólnej Polityki Rolnej, a Polska będzie w tym czasie sprawować prezydencję w UE. Polski rząd powinien wziąć przykład z Węgier, kraju sprawującego obecnie prezydencję Unii Europejskiej, który razem z nami wstąpił do Unii w 2004 r. Dopłaty dla rolników węgierskich są prawie o połowę wyższe niż dla polskich i przekroczyły już średnią unijną. Niestety, polski rząd jak dotychczas nie uznał spraw rolniczych za ważne, a sprawy wyrównania dopłat nie wpisał jako swojego priorytetu w ramach prezydencji.
W tej sytuacji niezbędny jest apel wszystkich ludzi dobrej woli, rozumiejących problemy wsi, aby sprawa przyszłości rolnictwa, w tym zwłaszcza wyrównania dopłat, została potraktowana jako polski priorytet w ramach prezydencji. Bardzo ważny jest w tej sprawie głos polskich samorządów, w których zasiadają ludzie obdarzeni szacunkiem i zaufaniem, rozumiejący problemy polskiej wsi, będącej ważną częścią naszej Ojczyzny. O taki głos, w imię dobra rolników, polskiej wsi i całej Ojczyzny serdecznie Państwa proszę.
Z wyrazami szacunku
w imieniu Komitetu Politycznego PiS
Prezesa Prawa i Sprawiedliwości
Jarosław Kaczyński
Po likwidacji prawie połowy ośrodków nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej czas na posterunki policji. "Cicha reforma"
Więcej na http://www.wpolityce.pl/view/11565/Po_likwidacji_prawie_polowy_osrodkow_nocnej_i_swiatecznej_pomocy_lekarskiej_czas_na_posterunki_policji___Cicha_reforma_.html
Uchwała Rady Gminy Mykanów nieważna!!!
15 maja 1997r radni gminy Mykanów podjęli uchwałę zobowiązującą mieszkańców gminy do partycypowania w budowie kanalizacji. Po blisko 14 latach 11 lutego 2011r Wojewódzki Sąd Administracyjny stwierdził jej nieważność.
Mam jedno zasadnicze pytanie.
Dlaczego Wójt Gminy Mykanów, który powinien znać prawo, dopuszcza do wprowadzenia w życie uchwały sprzecznej z prawem i działającej na niekorzyść mieszkańców gminy?
Mieszkańcy mieli płacić i koniec dyskusji.
Teraz mogą rządać zwrotu wplaconych pieniędzy wraz z należnymi odsetkami.
oglądaj www.swiadectwo.tv
URZĄD GMINY MYKANÓW WYRZUCA PIENIĄDZE W BŁOTO. 26.03.2011
Po wiosennych roztopach ulica Szkolna na Wierzchowisku przypominała ser szwajcarski. Dziura na dziurze. Pracownicy Urzędu Gminy w Mykanowie wpadli na genialny pomysł, aby dziury zasypać żużlem. Kilka dni temu zrealizowano ten niemądry pomysł. Po kilku dniach żużel został wybity i znów ulica Szkolna na Wierzchowisku jest pełna dziur.
Ciekawy jestem, co znów pełni inicjatyw pracownicy UG Mykanów wymyślą.
Już zaczynam się bać!
Wzrost podatków w Gminie.
Przez 3 lata od wyborów Wójta w Gminie raczej cisza i spokój, ale gdy przychodzi rok wyborczy następuje bum inwestycyjny. Gmina remontuje, buduje, odnawia. Wójt pokazuje wyborcom jak dba o nich i o Gminę. Po wygranych wyborach gmina jest zadłużona po uszy i trzeba ten dług spłacić. Wójt ze swojej kieszeni tego nie zapłaci, ale zrobią to jego wyborcy oraz ci, co nie głosowali na Wójta a nawet ci, co nie poszli na wybory.
W tym roku mój podatek wzrósł o 41%. W roku ubiegłym podatek wynosił 198zł a w 2011 280zł. Trzeba zapłacić za kampanię wyborczą Wójta.
Troszkę przykro stwierdzić wyborcom jak zostali nabici w butelkę , a za 4 lata sytuacja się powtórzy.
Znów budowanie, malowanie, remontowanie, WYBORY i wzrost podatków.
Tajny program rolny PSL - zabrać rolnikom, dać urzędnikom
Rzecz niesłychana! Marek Sawicki, Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi Rzeczypospolitej Polskiej, opowiada się za.... zmniejszeniem dopłat bezpośrednich dla rolników!
Podczas, gdy PiS walczy w Europarlamencie o zwiększenie dopłat bezpośrednich dla rolników, minister z PSL chce ich zmniejszenia.
1. Oto oryginalny dowód, który znalazłem w sieci - relacja magazynu EU Observer z 9 listopada 2010 roku, w oryginale:
"... Mr Sawicki wants direct payments for farmers in all member states to be reduced in size, while EU funding under the policy's 'rural development' pillar should be increased. Payments for Polish farmers are already split roughly evenly between the two funding channels.
"Farmers who receive 60 or 70 percent of their overall income from direct payments are no longer interested in modernisation and the development of their farms," said Mr Sawicki.
2. Deklaracja jest jasna - Sawicki jest za zmniejszeniem dopłat bezpośrednich dla rolników. Chce, żeby każdy rolnik w Polsce i w Europie dostawał znacznie mniej pieniędzy, niż obecnie.
Zabrane rolnikom pieniądze chce przeznaczyć na tzw. drugi filar, czyli na tzw. rozwój obszarów wiejskich.
Beznadziejny pomysł...
3. Tu trzeba wyjaśnić różnicę. Otóż europejskie pieniądze dla rolników dzielą się nas dwie grupy, mówi się, nie wiedzieć czemu - dwa filary.
Pierwszy filar to dopłaty bezpośrednie, czyli te pieniądze, które rolnik dostaje niejako z automatu. Jest rolnikiem, uprawia ziemię, spełnia określone warunki, składa wniosek i dostaje pieniądze. Nikt mu łaski nie robi, nikt mu tych pieniędzy nie wydziela, rolnik dostaje te pieniądze z mocy prawa.
Drugi filar, czyli pieniądze na rozwój obszarów wiejskich to są pieniądze, których rolnik nie dostaje z mocy prawa, lecz o które musi się starać. To są m. in. pieniądze na modernizację, na rozwój gospodarstw, na zakup maszyn na przykład, ale te pieniądze rolnik musi wyprosić u urzędników. Pamiętacie państwo obraz kolejek przed biurami Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Obraz kolejek przypominający czas PRL-owskich kolejek po mięso.
To były kolejki po pieniądze z II filaru, o których uzyskaniu decydowały łokcie lub układ znajomości.
4. O pieniądze z II filaru rolnik musi kłaniać się, czapkować, prosić, żeby łaskawy urzędnik Agencji mu je przyznał.
To pieniądze, które można dawać swoim i odmawiać ich obcym.
To pieniądze, które dziś można dać, a jutro zabrać, jak na przykład pieniądze dla młodych rolników. Był warunek uzyskania kwalifikacji rolniczych w ciągu 5 lat. Rolnicy liczyli na kursy i egzaminy eksternistyczne, które nagle zlikwidowano i rolnicy zostali bez formalnych kwalifikacji na lodzie, a Agencja mówi - oddawać pieniądze z odsetkami! Natychmiast, już, 70, 80 tysięcy złotych. Setki rolników postawiono w takiej sytuacji, prowadzącej ich do bankructwa. Taki jest ten drugi filar, do którego minister Sawicki chce zabrać część rolniczych dopłat bezpośrednich.
5. Europejscy rolnicy, polscy też, nie lubią, jak im urzędnicy wydzielają pieniądze według łaskawości. Wolą dostawać bezpośrednio i bez łaski.
Dotychczas na dopłaty bezpośrednie szło około 80 procent rolniczych pieniędzy, a na rozwój obszarów wiejskich około 20 procent.
Minister Sawicki, chce, żeby to było pięćdziesiąt na pięćdziesiąt, fifty-fifty.
Krótko mówiąc - Sawicki chce zabrać pieniądze rolnikom i dać urzędnikom. Swoim urzędnikom, wszak w Agencji Rolnej dzieli i rządzi PSL.
6. Zabrać rolnikom, dać urzędnikom - oto program rolny ministra Sawickiego. Jak rozumiem jest to program rolny całego PSL.
Program tajny, bo wobec rolników PSL do zamiaru zmniejszenia dopłat się nie przyznaje.
Wójt Naszej Gminy wstapil do Milicji Obywatelskiej w lutym 1983 roku a więc w stanie wojennym .
http://katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?lastName=Smela&idx=&katalogId=0&subpageKatalogId=3&pageNo=1&osobaId=29137&
|